Zawsze uważałam, że warto orientować się w roślinach. Znaczna część z nich ma zbawienny wpływ na nasze zdrowie. Z mnóstwa roślin można wyczarować ogrom domowych leków oraz "zapobiegaczy". Dodatkowo świadomość, że w razie apokalipsy jestem w stanie jakoś funkcjonować, bo mniej więcej wiem, gdzie i czego szukać jest na prawdę budująca ;>. Ale nie wszystko na raz! Najpierw sosna~
Pomijając walory smakowe drzewa - sosna wzmacnia odporność! Jest to wspaniała wiadomość. Potrzebować będziemy jedynie igliwia lub/oraz pączków, co będzie podstawą do dalszego działania - przygotowania naparu/odwaru/a może nalewki ;>. "Herbatka" to dobro w płynie. Wcześniej wspomniałam, że sosna jest cennym źródłem witamin przez co zwiększa odporność. Ma również działanie wzmacniające, wykrztuśne, przeciwzapalne, odkażające itd.... Regularnie stosowana dodaje energii oraz pozwala zachować jasność umysłu :3 Warunkiem jest jednak systematyczność w stosowaniu, ale to raczej żadna nowość, w końcu nic nie dzieje się od razu.
Jeśli cudowne właściwości sosny to nie jest wystarczający powód, by ją pokochać, to mam dla was jeszcze jeden super argument - jest zawsze dostępna! Igiełki są obecne przez okrągły rok, można więc korzystać do woli i, na przykład, pić bardzo smaczny napar z sosnowych igieł z dodatkiem skórki pomarańczy bądź cytryny, kiedy tylko dusza zapragnie.
PRZEPIS:
Igiełki posiekać, dodać do wrzątku i gotować 10 min. Zdjąć ognia, przygotowaną wcześniej skórkę pomarańczy/cytryny dodać i zostawić na 5 min pod przykryciem. Przecedzić, można posłodzić miodem (po przestudzeniu)
wtorek, 22 listopada 2016
poniedziałek, 21 listopada 2016
SOSNOWY TYDZIEŃ #1 - zjeść igiełki (sosnowe krakersy wersja fit)
Myślę, że należy się mała przedmowa - oczywiście zdecydowanie się na jakieś ukierunkowanie bloga nie doszło do skutku, za to wpadł mi do głowy inny pomysł. Mam nadzieję, że się sprawdzi oraz każdy będzie z niego zadowolony. Może i blog zamieni się w małe "wszystko i nic", ale w takim razie będzie to przezabawna alegoria mojego życia xD Nie rozpisując się bez sensu - blog dzielony na tematyczne tygodnie!
Kiedy mowa o sośnie - myślicie pewnie "zielony las, pokaźne drzewo, piękny zapach". Wszystko to oczywiście prawda, ale czy człowiek nie jest stworzonym odkrywcą i czy zielony las nie jest jakąś krępującą granicą? Otóż tak! Więc czy komukolwiek przyszłoby do głowy "sosna - tak, to niepowtarzalny smak!"? Pewnie niewielu z was miało kiedykolwiek przyjemność (bo trudno tu mówić o czymś innym) próbować sosnowych igiełek. Internet stoi otworem i tak na prawdę roi się od przepisów oraz sposobów wykorzystania sosny. Pomijając słynne sosnowe syropy, to sosna znajduje zastosowanie niemal wszędzie. Nie będę na razie wymieniać, ale jako ciekawostka podam, że chociaż jedzenie jej igieł może wydawać się abstrakcyjne, w czasach głodu często z suszonego igliwia robiono mąkę, która ponoć nadawała pieczywu gorzkawy posmak. Dzisiaj przyjemny pomysł na sosnowe krakersy. Pomysł na nie znalazłam na jednej z fejsbukowych grupek i przerobiłam go na bardziej fit.
POTRZEBA:
- garść igiełek sosnowych
-125g mąki (ja zrobiłam z gryczanej, można użyć innej - nie każdy lubi ten smak)
-30ml ciepłej wody
-łyżeczka oliwy z oliwek
-dwie łyżeczki maku (dla ozdoby)
-sól (dla smaku)
WYKONANIE:
1) mąka + oliwa + woda -> umieścić wszystko w misce i zagnieść ciasto, które powinno nieco przypominać do na pierogi. Jeśli za bardzo się klei dosypać mąki, chyba wiadomo.
2) gotowe ciasto wstawić do lodówki na 30min.
3) posiekać igiełki
4) po upływie czasu ciasto trochę rozwałkować, posypać je sosną, solą oraz makiem. Wałkować dalej, aż będzie w miarę cienkie.
5) pociąć jak chcemy, proponuję romby, najbardziej klasyczne jeśli chodzi o krakersy
6) rozłożyć na blaszce pokrytej papierem do pieczenia
7) rozgrzać piekarnik do 190 stopni i piec przez ok. 5 min, następnie przewrócić krakersy, piec kolejne 5 min. powtórzyć przewracanie i dopiekać kolejne 5, ewentualnie aż się zarumienią.
Voila!
Wyglądają prześlicznie, smakują równie dobrze~ Sosna jest nieco kwaskowata, jednocześnie nadaje nieco żywiczny aromat. Idealne na jesień.
Warto pamiętać o sośnie - zawiera ona dużą ilość witaminy C, A, B oraz antyutleniaczy.
Stand by, więcej jutro ;>
czwartek, 17 listopada 2016
począteczki trudne
Pierwszy wpis na bloga, zwłaszcza takiego, który jeszcze nie ma do końca ustalonej tematyki, jest chyba najtrudniejszy i, moim zdaniem, wychodzi najgłupszy. Stwierdzam to po analizie wcześniejszych, osobistych doświadczeń związanych z prowadzeniem bloga (które zazwyczaj umierały po paru postach).Jak zrobić dobry wstęp? Problemem też jest fakt, że nie do końca wiem, czym chciałabym się podzielić ze światem. Na pewno nie będzie to streszczenie mojego życia, szanujmy się xd. Wiadomo, zakładając bloga wnosimy coś do świata, trzeba więc zrobić to z głową, żeby nie wnieść do świata kolejnej kupy. Warto też zwrócić uwagę na to, że pierwsze wpisy są raczej omijane, sławę zdobywa się z czasem, więc czy jest się po co głowić i wysilać? Chyba po prostu można sobie "rozpoczęcie" darować i uznać za skończone. W końcu w świecie nic nie stoi w miejscu. Czas płynie do przodu, a wraz z czasem wszystko inne dojrzewa, zmienia się, pogarsza lub polepsza, wedle woli. Wedle woli oraz zgodnie z prawem upływu dni, miesięcy i lat zmieni się blog, zmienię się ja i zmieni się internet. Zmieni się też świat. Za 3 lata spojrzenie na początki przyniesie rozczarowanie lub wywoła uśmiech litości nad tym, co tu się wyrabiało. Tak to jest elo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
